Jak to było na urlopie…

Czas urlopów i wypoczynku powoli zmierza ku końcowi. Lato jeszcze nie odpuszcza, ciągle jest ciepło zarówno w dzień jak i nocą. Cieszę się z tego. Lubię ciepło. Jesień też lubię, ale tę złotą:) Za to kiedy zaczną się słoty jesienne, miło będzie siedzieć w ciepłej chałupce, nie wytykając nosa na zewnątrz:)

W tym roku udało mi się zaplanować kilka dni wolnego w sierpniu. Zmęczenie wzięło górę nad pracoholizmem. Okazało się, że pomysł urlopu był świetny, a jego realizacja wspaniała:)

Najpierw w sobotę na dwa dni pojechaliśmy z Maciejem do Jezioran na imprezę „Raz do roku w Jezioranach”. Maciej (jako jeden z kilkunastu wykonawców) zaśpiewał tam kilka swoich pięknych piosenek na scenie. Ja, jak prawie zwykle, robiłam za nadwornego fotografa:

2016-08-13_02 2016-08-13_01

W drodze powrotnej Maciej postanowił odwiedzić Święty Kamień, małą miejscowość położoną tuż przy rosyjskiej granicy. To stary folwark, w którym w czasach PRL mieścił się PGR. W Świętym Kamieniu wychował się Tata Macieja, a Maciej jako mały chłopiec spędzał tam wakacje u Babci.

2016-08-14_01

W budynku po lewej stronie zdjęcia mieszkała Babcia Macieja.

2016-08-14_13

Mieszkanie Babci mieściło się w tej części z dobudowanym gankiem. Ganek został dobudowany niedawno, przez aktualnego właściciela.

 

Miejsce, które kiedyś tętniło życiem, dzisiaj sprawia dość smutne wrażenie – jakby było opuszczone i zapomniane przez ludzi. Chociaż tak naprawdę wcale nie jest. W Świętym Kamieniu mieszka kilka rodzin, ale nie wszystkie domy są zamieszkane, niektóre budynki gospodarcze też stoją puste i niszczeją. Stąd to wrażenie opuszczenia…

2016-08-14_12

Z prawej strony opuszczony budynek mieszkalny. W końcu budynku są chyba dwa odnowione i zamieszkane lokale.

2016-08-14_02

Dawna obora, obecnie zdewastowana.

 

Wróciliśmy do domu w niedzielę późnym wieczorem po to, żeby spakować się na kolejny wyjazd – tym razem na dłużej (całe 6 dni!!!) – w Bieszczady. Nocowaliśmy w Chacie nad Czarnym w Polanie (o chacie i jej wspaniałych gospodarzach trochę później). Stąd robiliśmy sobie wycieczki – niżej i wyżej górskie, oraz …znawcze.

Jadąc w Bieszczady zaplanowałam sobie odwiedzenie miejsc związanych z kulturą i życiem Łemków. Ale zanim tam dotarliśmy, zwiedziliśmy skansen w Sanoku. Tym razem dość pobieżnie, bez przewodnika. Następnym razem zdecydujemy się na wycieczkę po skansenie z przewodnikiem, bo to daje możliwość wejścia do większości chat, ale i tak było co oglądać. Ciekawym pomysłem jest Rynek Galicyjski – w chatach spotykamy ich mieszkańców. Nam udało się odwiedzić dwa domy w Rynku – żydowski i poczmistrza. Poniżej zdjęcia z domu żydowskiego.

2016-08-17_10 2016-08-17_08 2016-08-17_07 2016-08-17_06

A to gospodarz tego domu - od godziny ósmej do szesnastej.

A to gospodarz tego domu – od godziny ósmej do szesnastej.

 

Do innych domów można było wejść jedynie z przewodnikiem.

W dalszej części skansenu możemy zobaczyć jak żyli mieszkańcy tych terenów – i tu jest podział na sektory: Bojków, Łemków, Pogórzan i Dolinian.

2016-08-17_15

Łemkowska chyża

2016-08-17_13

Wnętrze kościoła

Wnętrze kościoła

Apteka

Apteka

 

Następnego dnia pojechaliśmy do Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej i do Izby Pamięci Kultury Łemkowskiej w Komańczy. Odwiedziliśmy też Chatę nad Wisłokiem i kupiliśmy chlebek śpiewany w Bieszczadzkich Smakach w Smolniku.

Muzeum Kultury Łemkowskiej powstało dzięki inicjatywie Teodora Gocza, który gromadził łemkowskie pamiątki i eksponaty wojenne. Nas po muzeum oprowadzała jego żona.

2016-08-18_02

Kuźnia

2016-08-18_04

Krzyże z nieistniejących już cerkwi…

2016-08-18_05

Izba pamiątek z I i II wojny światowej.

2016-08-18_29

Boisko w chyży łemkowskiej.

2016-08-18_31

Kobietą jestem, więc ciekawska natura nakazała zajrzeć do studni:)

 

A na kolejnych zdjęciach to, co przede wszystkim przyciągnęło moją uwagę:

2016-08-18_27 2016-08-18_26 2016-08-18_23 2016-08-18_22 2016-08-18_21 2016-08-18_18 2016-08-18_17

Kiedy szukałam haftów łemkowskich w internecie, natrafiałam tylko na hafty krzyżykowe. W Zyndranowej dowiedziałam się, że haft krzyżykowy u Łemków to wpływ pobliskiej kultury Ukraińskiej, natomiast Łemkowie wykonywali też piękne hafty płaskie, co zresztą widać na zdjęciach:)

Jadąc do Zyndranowej przejeżdżaliśmy przez Wisłok.  Nie dało się nie zauważyć po lewej stronie drogi przepięknie wyremontowanej (a raczej odbudowanej) łemkowskiej chyży – Chaty nad Wisłokiem. Planowaliśmy w drodze powrotnej wstąpić tam, żeby poznać Monikę i Piotra, dla których jestem pełna podziwu za ogrom pracy włożonej w restaurację tej chyży. Kiedy trafiłam na ich bloga, przeczytałam całość, od początku. Z zapartym tchem czytałam o postępach robót przy remoncie chaty. O wspaniałym marzeniu i jego realizacji. Ale to nie ja znalazłam Chatę nad Wisłokiem. To oni znaleźli mnie, czyli Kram z tradycjami. Już o tym pisałam dwukrotnie, ale dzisiaj też napiszę – goście Chaty nad Wisłokiem śpią w pościeli z Kramu z tradycjami. I jak mi ostatnio napisała Monika – lubią spać w tej pościeli. Szczerze mówiąc, nie potrafię dokładnie opisać co poczułam, widząc uszytą przeze mnie pościel na łóżkach, w chacie na końcu świata – już nie na zdjęciach, ale w rzeczywistości. Przede wszystkim czułam radość z tego, że pasuje do wnętrz i że gospodarze i goście są z niej zadowoleni. Monika twierdzi, że jest to najlepsza reklama Kramu z tradycjami – faktycznie, właśnie szyję dwa komplety dla jednej z osób, która miała okazję spać w tej pościeli:) Ale prócz radości było coś jeszcze…

Nie zabieraliśmy dużo czasu Monice – wszak sezon w pełni. Posiedzieliśmy z nią chwilę przy kawie, herbacie i pysznym cieście. No i na pamiątkę mamy zdjęcie z Moniką. Monika zasugerowała też, żeby Maciej zrobił mi zdjęcie przy suszącej się na sznurkach pościeli. Niestety, nie skorzystałam z tego pomysłu, sama nie wiem dlaczego. Teraz trochę żałuję. Piotr przyjechał do Chaty w chwili, gdy wsiadaliśmy już do  samochodu, tak więc i z nim udało się chwilę porozmawiać. Bardzo lubię osobiście poznawać ludzi, z którymi mam kontakt przez internet. Lubię też oglądać miejsca, obejrzane wcześniej na zdjęciach. Wtedy moje wyobrażenia i rzeczywistość muszą się zbiec ze sobą.  A Chata nad Wisłokiem i jej gospodarze są tacy, jak ich sobie wyobrażałam jeszcze nie znając osobiście.

2016-08-17_01

Serdecznie pozdrowienia dla gospodarzy Chaty nad Wisłokiem!!!

 

Następnym etapem naszej wycieczki była Izba Pamięci Kultury Łemkowskiej w Komańczy, prowadzona przez Panią Darię Boiwko. Niestety nie zastaliśmy Pani Darii, ale po Izbie oprowadziła nas jej wnuczka. I tu spędziliśmy czas bardzo przyjemnie, słuchając opowieści wnuczki Pani Darii i oglądając przepiękne eksponaty, w dużej części będące dziełem rąk Pani Darii i jej nieżyjącego już męża.

A na zdjęciach – oczywiście hafty:)

2016-08-18_37 2016-08-18_36 2016-08-18_35 2016-08-18_34

Wracając już do Polany, wstąpiliśmy jeszcze do Smolnika do Bieszczadzkich Smaków po chlebek śpiewany. Bardzo byłam ciekawa jego smaku i porównania z naszym. Porównanie wypadło bardzo dobrze – my też pieczemy pyszny chleb!!!

Nie udało nam się tylko odwiedzić Chaty w Prełukach – zostawiamy wobec tego tę przyjemność na kolejny pobyt w Bieszczadach.

Być w Bieszczadach i nie zrobić wycieczek górskich – niemożliwe. Udało nam się zrobić dwa „górskie” wypady:

do Beniowej

2016-08-19_022016-08-19_05 2016-08-19_032016-08-19_17Dotarliśmy do miejsca, gdzie stała kiedyś cerkiew. Teraz już jej nie ma… Zostało tylko kilka nagrobków i resztki fundamentu.

2016-08-19_11

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A w drodze powrotnej naszło mnie na fotografowanie roślinek:

2016-08-19_19

Druga wycieczka „górska” to wyprawa na najwyższy szczyt polskich Bieszczadów i piąty w „Koronie Gór Polskich” – Tarnicę. Szczerze mówiąc spodziewałam się normalnej wycieczki górskiej, a okazało się, że czekała nas wspinaczka po schodach. Już nie wiem, czy nie wolałabym wchodzić na najwyższe piętro Pałacu Kultury…

2016-08-20

Trasa, którą przeszliśmy tego dnia.

2016-08-20_01

Wyruszamy

2016-08-20_04

Chwila zastanowienia – chcę iść w ten upał po schodach, czy nie chcę???

2016-08-20_05

Odpoczynek na przełęczy

2016-08-20_06

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

2016-08-20_16

Zdobyłam szczyt:)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Polowanie na landszafty

2016-08-20_13 2016-08-20_12 2016-08-20_09

2016-08-20_18

Schodzimy…

2016-08-20_19

I ciągle schodzimy…

 

Zdjęć z dołu już nie mamy, ale udało się zejść!!! Nogi bolały nas niewyobrażalnie… Dobrze, że na dole czekało na nas czerwone autko, którym wróciliśmy do Chaty nad Czarnym. Kto to wymyślił, żeby w górach chodzić po schodach?!

A na koniec jeszcze parę słów o Hani i Wojtku z Chaty nad Czarnym – starej bojkowskiej chaty odremontowanej przez jej aktualnych gospodarzy. Te kilka dni spędzone u nich to była olbrzymia przyjemność. Właściwie już po kilku godzinach pobytu czuliśmy się tak, jak byśmy przebywali u starych znajomych. Fantastyczna, domowa atmosfera, przepyszna kuchnia Hani, niekończące się rozmowy z gospodarzami po wieczornym posiłku, opowieści Wojtka o Bieszczadach oraz wspomnienia z jego pobytów w różnych częściach świata, ognisko i Maciejowe śpiewanie – było naprawdę wspaniale!!!

Wieczorny koncert Macieja

Wieczorny koncert Macieja

2016-08-21_02

Serdecznie dziękujemy za gościnę. Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy u nas w Kępie Niemojewskiej:)

 

Udało się nam wypocząć. Cały czas się jednak zastanawiam, czy to był naprawdę tylko urlop? Myślę, że po części praca – przywiozłam z podróży całą masę zdjęć przepięknych haftów. Mam nadzieję, że dzięki tym zdjęciom poszerzy się znacznie zbiór haftów do wykorzystania. Jakby nie mówić, znowu sprawdza się moja wersja chińskiego przysłowia: Jeżeli ze swojego zainteresowania uczynisz pracę – nigdy nie będziesz mieć wolnego…

 

This entry was posted in Hmmm co by tu...?. Bookmark the permalink.
Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *