Czekałam, czekałam, aż się doczekałam. Dzisiaj z rana przyjechali do nas z wizytą Ewa z Arturem i Jagodą. Nie ukrywam, że ich wizyta trochę mnie stresowała, a właściwie główny cel ich wizyty… jednak na razie tego celu nie zdradzę. O tym napiszę za jakiś czas.
Za to teraz napiszę o tym, że chociaż główne cele są ważne, to jakże miłe mogą być te cele „poboczne”, czyli np. poznanie kapitalnych ludzi. Bo Ewę, Artura i Jagodę poznałam osobiście właśnie dzisiaj. A wcześniej wymieniłyśmy z Ewą zaledwie kilka „formalnych” e-maili. Mój stres minął w chwili, gdy wysiedli z samochodu. To wspaniale spotkać ludzi, których jeszcze się nie zna, a już od pierwszej chwili się wie, że można przegadać z nimi dzień, dwa a nawet więcej…
Zabraliśmy naszych gości na pola, bo tam tak pięknie jest… jak to Maciej mówi, nawet jak jest brzydko, to u nas jest pięknie.
Pogoda zimowa, prawie bezwietrzna, nie czuło się mrozu. Niestety, rozlewiska nie pozwoliły nam dotrzeć do Pilicy. Nic straconego, Ewa z rodziną przyjedzie ponownie za jakiś czas:)
A potem po powrocie do domu spędziłyśmy z Ewą parę pracowitych godzin. Ale o tym właśnie dopiero za jakiś czas…
Dostałam od Ewy piękny prezent, zrobiony przez nią:
No właśnie, może czas uchylić rąbka tajemnicy:) Kim są nasi goście? Zapraszam na stronę Domu Mokoszy. Piękna ceramika, szydełkowe zabawki, łucznictwo, miłość do zwierząt – realizują swoje pasje i mają marzenia. I to właśnie spowodowało, że od pierwszej chwili mieliśmy świetny kontakt. Bo my też uwielbiamy realizować nasze pasje i też mamy marzenia:)
Dzisiejsza niedziela była pełna emocji, rozmów o naszych pasjach, i nie tylko rozmów o nich… To był piękny dzień, jak to się mówi – ładujący akumulatory:) I mam nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy:)




4 Responses to Niedziela w Chacie za wsią