No właśnie, idzie jesień. Coraz częściej pada, wieczory robią się chłodne. Parę dni temu przyszedł dziadziuś ze wsi, przyniósł ciepłe bluzki do naprawy. I powiedział, żeby przyjść do niego na śliwki. Ciągle coś się dzieje, pracy mam dużo, więc nie miałam kiedy naprawić dziadziusiowi bluzek ani pójść po te śliwki . W końcu w sobotę zebrałam się w sobie, naprawiłam dziadziusiowe ubrania. Wsiadłam na rower i pojechałam do wsi. Dziadziusia spotkałam po drodze, jak od kogoś wracał. Dałam mu jego ubrania, a on mi znowu o tych śliwkach, żebym sobie z drzewa urwała, bo on słowa dotrzymuje. Zapytałam go, czy w jakiś jemu tylko znany sposób, zatrzymał te śliwki dla mnie na drzewie, ale dowiedziałam się, że same sobie tam wiszą. Spadły tylko robaczywki. No to ogołociłam drzewko, zebrał się cały koszyk tego dobra. A na odchodnym doznałam szoku, bo dziadziuś pocałował mnie w rękę. Do tej pory mu się to nie zdarzyło. Ale cóż… bywa, że się ludziom odmienia… A dzięki ogołoconemu drzewku upiekłam pyszny placek ze śliwkami:)
W zeszłym roku jesienią chodziliśmy z dziadziusiem na grzyby. W tym roku niestety nie mam kiedy… Ciągnie mnie do lasu i myślę, że mimo braku czasu jutro mnie zaciągnie… Codziennie, idąc na spacer z Ariską, przeczesuję przy okazji pobliską brzezinkę i skarpę. Przynoszę ze spaceru trochę prawdziwków i maślaków. Pojawiły się też znowu kanie na łąkach:)
Nie mogę się też oprzeć, żeby nie przynieść jeszcze do domu ostatnich rubekii:
No tak… na dworze zmiany – wszystko tonie w żółciach i czerwieniach. Ale i w mojej pracowni szykują się zmiany. I to kolosalne:) Od piątku zadomowiła się w niej kolejna maszyna – profesjonalna stebnówka Juki 8700. Moja pracownia jest bardzo mała – wszystkiego 7 m2. I jeszcze ściana ze skosem dachu, bo pracownia jest na poddaszu. Kiedy wymyśliłam sobie szycie, Maciej urządził mi pracownię. Wyglądała wtedy tak:
Zmieściło się w niej wszystko, co potrzebowałam: hafciarka z funkcją szycia, coverlock, prasowalnica z wytwornicą pary i stół krojczy. Nawet kiedy przybyła druga hafciarka, niewiele się w pracowni zmieniło. Tylko bałagan robił się coraz większy…
Ale teraz, kiedy dołączyła do nas Juki, która ma własny stół i potrzebuje miejsca, trzeba kompletnie przemeblować pracownię… Na razie Juki zajęła dumnie miejsce prasowalnicy, zresztą jest ono już jej na zawsze.
Pracownię trzeba tak przemeblować, żeby się wszystkie maszyny i urządzenia pomieściły. No więc Maciej podjął wyzwanie:) Od trzech dni mierzy, tnie, spawa, szlifuje. I oto efekt jego wysiłków:
A co z tego będzie? Zobaczymy jak skończy:)













3 Responses to Robi się jesiennie dookoła…