Kiedy przyśniło mi się, że będę szyła pościel, moja siostra razem ze swoją koleżanką wpadły na pomysł, aby mnie kształcić w zupełnie innym kierunku. Wymyśliły, że patchwork to jest to, co mi się spodoba. Oczywiście do robienia, a nie do oglądania. Bo do oglądania to już dawno mi się podobał. Podziwiałam i nadal podziwiam to, co można skomponować ze szmatek.
Tak więc te dwie dobre kobiety wynalazły dla mnie kurs w cudownym miejscu, jakim jest Akademia Łucznica (dla tych co nie znają zamieszczam link: http://www.lucznica.org.pl/). No i w grudniu 2010 r. pojechałam tam, pełna strachu, obaw, tremy… Co ja, szara myszka, co nic prawie nie umie uszyć, będę tam robiła?
Pogoda była wtedy zimowa – drogi zasypane, śnieg ciągle padał. Nie zdążyłam zmienić opon na zimowe… A jechać trzeba było. Jest kurs, trzeba się uczyć… Dwa razy dobrzy ludzie pomagali mi się wykopać ze śniegu, raz pchali pod górkę, żebym mogła ruszyć. Dojechałam na czas!!! A w Łucznicy – ludzie życzliwi, uśmiechnięci, cudowna atmosfera. Aż nie chciało się wychodzić z pracowni. Siedziałyśmy tam do wieczora (chociaż nie wolno było). Tak nam się dobrze szyło te szmatki:) I ani chwili nie czułam się gorsza, niedouczona, bez talentu. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się do Łucznicy wrócić na kolejny kurs patchworku i nie tylko:)
Patchwork to bardzo pracochłonna i czasochłonna sztuka. Na razie robię nieduże formy – torby, poduszki. Mam w planach narzutę, ale to czas przyszły, bo teraz inne robótki mnie pochłaniają. Ale o tym następnym razem.
A teraz pokażę parę moich patchworkowych prac. Szyję głównie z materiałów tapicerskich, co nie jest typowe dla patchworku. Ale efekty są naprawdę bardzo ciekawe. Inne niż przy materiałach bawełnianych.
Torba na ramię
Poduszka ozdobna z haftem maszynowym
Poduszka z różą
I jeszcze jedna torba na ramię




5 Responses to To jak to było z patchworkiem…