Pisałam już, że przyśniło mi się, że będę szyła pościel. Bo tak naprawdę było. Kiedy straciłam pracę i zastanawiałam się co dalej, bo byłam pewna, że pracy na etat nie znajdę, powstawał już nasz dom – całkiem nowa, stuletnia chata, jak o niej mawia mój Maciej. Dom jest z bala, wzorowany na chatach podlaskich i postawiony właśnie przez cieślę z Podlasia. A w takim domu to nowoczesności być nie może. Taki dom broni się przed tym co sztuczne, plastikowe, poliestrowe, aluminiowe, gipsowe itd., itp… Wymarzyłam sobie do naszego domu zasłony do kuchni z białego płótna, najchętniej z haftami angielskimi, lniane zasłony do pokoi, pasiaki ze szmatek na podłogach, drewniane karnisze (ale nie takie drążki, jakie można kupić w marketach). No i jak tak sobie myślałam, co by tu do naszego domu, to właśnie przyśniła mi się tradycyjna pościel – biała, taka jak to kiedyś bywała. Koronkowe wstawki, falbany, szczypanki, hafty… Ale kto teraz szyje taką pościel… I wymyśliłam, że ja będę ją szyć.
Nie miałam pojęcia o szyciu. Poszłam na kurs kroju i szycia, ale tak naprawdę zasady szycia pościeli poznałam z książeczki „Szycie bielizny pościelowej” wydanej w 1977 r. (drugie wydanie), bo kurs obejmował szycie ubrań. Początki nie były łatwe. Pamiętam, jak po odmierzeniu materiału długo zastanawiałam się, czy ciąć… bo jak źle zmierzyłam… no to zmierzę jeszcze raz… i co – ciąć… ale może źle zmierzyłam… Na szczęście z czasem mi przeszło, bo dużo bym nie uszyła. Zaczęłam od prostych (tak mi się wtedy wydawało) wzorów – ze wstawkami koronkowymi i falbanami. Teraz, jak się przyglądam tym moim pierwszym tworom, to trochę ręce załamuję… ale cóż, kiedyś musiał być ten pierwszy, niedoskonały raz. Trochę trwało, zanim odważyłam się haftować pościel.
To jest drugi komplet pościeli, który uszyłam (pierwszego nie mam sfotografowanego):
Wykorzystałam do niego gotowe hafty angielskie. Uszyty jest z bawełnianej satyny. Śpi się w tej pościeli bardzo przyjemnie:) A o błędach popełnionych przy szyciu nie będę pisała.
Decydując się na zakup maszyn do pracy, wiedziałam, że najważniejsza będzie maszyna do haftowania. Ale przez pewien czas czułam opór, a może strach przed tą maszyną. Ale teraz, jak już nad nią panuję, lubię haftować. Zaczęłam od haftowanych falban. Wyhaftowanie pasów na falbany do jednego kompletu pościeli trwało prawie cały dzień. Nie potrafiłam wtedy jeszcze wykorzystywać możliwości programu do haftowania, jaki mam, haftowałam haft typu endless na piechotę, ale efekt jest moim zdaniem bardzo zadowalający.
Dwa komplety pościeli z falbanami, które wyhaftowałam na mojej maszynie:
Drugi komplet jest już bogatszy o haft na powłoczkach na poduszki i powłoczce na kołdrę.
Hafty maszynowe różnią się wyglądem od haftów ręcznych. Są robione cienkimi nićmi, są równe, powtarzalne, płaskie. Ale są bardzo ładne. Lubię wymyślać pościel z nimi. Ale o dalszych wymysłach następnym razem…




6 Responses to Efekt snu o pościeli – początki:)