Co porabiam, kiedy nie szyję…

Lato to czas odpoczynku, wakacji, urlopów… Ale nie dla wszystkich. Ja wymyśliłam sobie i Maciejowi inne zajęcie na ten błogi letni czas. Kramy… Jak świat światem, ludzie zawsze sprzedawali swoje towary na targach, jarmarkach, bazarach. No i ja też pomyślałam sobie kiedyś, że mogłabym spróbować.

I tak pierwszy jarmark jaki zaliczyliśmy, to był Czersk, 27 kwietnia, podczas turnieju rycerskiego na zamku.

2013-04-27_02 2013-04-27_03

Pierwsza próba wystawienia i sprzedaży tego co szyję. Pierwsze doświadczenia i pierwsze nauczki:) Zabraliśmy z domu co mieliśmy, żeby wyposażyć stoisko – stół i ławę z ganku, stolik turystyczny, Iwonkę. Przygotowałam banerek z nazwą firmy. No i okazało się, że byli chętni na kupienie kapelusza i bluzki Iwonki, a nie toreb, które prezentowała… Mieliśmy też chętnego do zakupu papierowych toreb do pakowania. Pościeli i poduszek nie sprzedałam…

Niedługo potem pojechaliśmy na jarmark z okazji Dni Góry Kalwarii.

2013-05-25_05 2013-05-25_06

Wystawiających niewielu, wielki plac zapełniony w połowie straganami, oglądających i kupujących też znacznie mniej niż w Czersku. Pierwotnie impreza miała się odbywać w niedzielę 26 maja, a niemalże w ostatniej chwili termin został zmieniony na 25 maja…  Gdyby nie czujność internetowa Macieja, pojechalibyśmy 26 maja. Stoisko wyglądało już lepiej – wzrok potencjalnych klientów przyciągała markiza i cennik. Mieliśmy już stół zrobiony przez Macieja specjalnie na stoisko. Ale znowu nie udało się nic sprzedać… Za to ten jarmark zaowocował bardzo miłą znajomością z firmą Kroschka.

Kolejne imprezy przekonały mnie, że społeczność kramiarska jest bardzo sympatyczna, życzliwa dla nowych. Na Bielanach w Warszawie (9 czerwca) spotkaliśmy się z Kroschką, ale też poznaliśmy kolejnych miłych ludzi:)

2013-06-09_04 2013-06-09_02 2013-06-09_01

Na Bielanach zainteresowanie tym co szyję było duże. Na sprzedaż też nie narzekam. Jestem pewna, że gdyby nie ulewa i burza ok. 14-tej, to miałam szanse sprzedać więcej. Bardzo miło wspominam Piknik Bielański.

Następna impreza, to dwudniowe (15-16 czerwca) Dni Konstancina.  Drugi dzień był w stylu retro, dla sprzedających również. Przygotowałam na szybko sukienkę stylizowaną na lata 20-te. Na początku trochę byłam zła, że zamiast szyć to co mogę wystawić na stoisku, przygotowuję sobie strój, ale jak już w nim wystąpiłam, to było mi miło, że wzbudził zainteresowanie.

2013-06-15_02 2013-06-16_01 2013-06-16_02

Dni Konstancina to wobec tego połączenie przyjemnego z pożytecznym – udział w konkursie stroju, sesja zdjęciowa (http://www.f8.net.pl/dni-konstancina-2013.html), wejście na scenę podczas ogłoszenia wyników i sprzedaż kilku uszytych przeze mnie rzeczy. No i znowu spotkanie z Joasią i Tadeuszem z Kroschki. Oraz kolejne miłe znajomości:)

A w ostatnią niedzielę, tj. 14 lipca, byliśmy w Spale. Jarmark Spalski organizowany jest raz w miesiącu od wiosny do jesieni. Jest to przede wszystkim jarmark staroci, ale rękodzieło też jest tam mile widziane. Nasze stoisko wyposażone zostało w nowe elementy ekspozycyjne: skrzynię i trzy stojaki na poduszki. Nareszcie udało nam się pokazać wszystkie zabrane ze sobą poduszki:)

2013-07-14_02 2013-07-14_04 2013-07-14_05

W tym roku czeka nas jeszcze najprawdopodobniej Jarmark Piaseczyński 8 września. Po Dniach Konstancina otrzymałam zaproszenie do udziału w tej imprezie. Sprawiło mi to dużą radość, gdyż ma to być impreza rękodzielnicza.

Każda taka impreza to jakieś nowe doświadczenia, spostrzeżenia. Po pierwszej Iwonka dostała areszt domowy, druga – to informacje o kolejnych jarmarkach, w których moglibyśmy uczestniczyć. Bielany i Konstancin pokazały, że Warszawa i jej bliskie okolice są bardziej przyjazne dla tego co robię. A po Spale już wiemy, że najlepiej uczestniczyć w imprezach stricte rękodzielniczych. Mam już pewien wstępny plan imprez na przyszły rok. Maciej ma plany odnośnie wyglądu naszego stoiska. Chce, żeby było jeszcze bardziej wystylizowane, z czego ja bardzo się cieszę:)

Jak mówi przysłowie – pierwsze koty za płoty. Za nami bardzo pracowity okres, czas prób i błędów, zbierania doświadczeń. Przyszły rok będzie niewątpliwie wyglądał inaczej. Wybór imprez będzie bardziej przemyślany. Postaramy się znaleźć takie, na których będą klienci zainteresowani zakupem wyrobów polskich rękodzielników i rzemieślników. Bo takich imprez i takich klientów na szczęście przybywa:)

Zwykle dużo rozmawiamy z osobami zatrzymującymi się przy naszym kramie. Spotykamy się z różnymi reakcjami na to co robię. Zdziwienie – jak to? Pani to wszystko sama uszyła? Wspomnienia – moja babcia miała taką pościel… Żal – czy pani wie, że niedawno wyrzuciłam taką pościel, jaka została po mojej mamie… teraz tego żałuję… Krytyka – kiedyś to było robione ręcznie, to było ładne… Mnóstwo osób bierze wizytówki sklepu, deklarując, że kupi coś przez internet. Słyszymy całą masę pozytywnych opinii, które, mamy nadzieję, przełożą się na sprzedaż. Kiedy wracamy do domu po imprezie, zmęczeni całym dniem spędzonym na dworze, w upale lub chłodzie, zastanawiam się, czy to ma sens… Ale tak prawdę mówiąc, to wciąga. Lubię bezpośrednie spotkania z ludźmi, lubię słyszeć ich opinie, nie zawsze pozytywne, ale przecież każda opinia się liczy. No i lubię to co robię:)

 

This entry was posted in Hmmm co by tu...?. Bookmark the permalink.
Loading Facebook Comments ...

2 Responses to Co porabiam, kiedy nie szyję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *