Jesień kojarzy się między innymi z grzybami. W poprzednich latach robiliśmy dużo zdjęć podczas grzybobrania i po, żeby pokazać zbiory. W tym roku jakoś do fotografowania zbiorów weny mi zbrakło, co nie oznacza, że nie zbieram grzybów. Letnia susza spowodowała, że pojawiły się w większych ilościach dopiero dwa-trzy tygodnie temu. Wtedy to popadało dosyć znacznie, nie było silnego słońca, więc ziemia wchłonęła wilgoć. Grzybów jest mniej niż poprzednimi laty, trudniej je znaleźć, ale nie znaczy to, że piwniczka i zamrażarka świecą grzybowymi pustkami. Zapasów powoli, lecz konsekwentnie przybywa. Ale zdjęć brak:)
No to może powspominam sobie, jak to we wrześniu zbieraliśmy kanie:) Jak się spaceruje po łąkach, to nie widać naraz ile tego można do domu przynieść. Rosną sobie albo pojedynczo, albo grupkami…:
A tak to wygląda po powrocie do domu…
Nie było wyjścia, trzeba było flaki kaniowe ugotować:
Następnego dnia Maciej sam poszedł na pola:
Przytachane przez niego kanie przerobiliśmy na marynaty:) Zobaczymy jak będą smakować, jeszcze nie jedliśmy marynowanych kań.
A teraz obiecana sesja naszego chlebka z Maciejowym masłem i moją wędliną.
Wczorajsza kolacja smakowała wyśmienicie:)

5 Responses to Jesień w Chacie za wsią cd.