Mój włocławkowy fioł trwa!!! Na razie nie kupuję więcej rzeczy. Teraz myślimy z Maciejem, jak najlepiej wyeksponować niektóre cudeńka lub je wykorzystać. Na pierwszy ogień poszedł piękny włocławkowy czajniczek. Stał grzecznie w rzędzie z puszkami, ale nie za bardzo mu tam było. Wymyśliłam jakiś czas temu, że pięknie wyglądałby na półce w rogu, nad puszkami. No i w niedzielę Maciej postanowił moje wymyślenie zamienić w rzeczywistość. Zrobił narożną półeczkę:
Półeczka zasłania dość brzydkie łączenie ceglanej ściany z drewnianą. Niestety, ciągle czkawką nam się odbija „fachowość” ekipy wykańczającej nasz dom wewnątrz. Ale powoli, powoli, ślady po nich powinny zniknąć. Mamy taką nadzieję:)
A tak wygląda ten kąt już zagospodarowany:
Naprawdę – lepiej być nie mogło!!!
A na ścianie kominowej, koło kuchni węglowej Maciej powiesił śliczny wieszaczek z włocławkowego fajansu. Wisiały na nim rękawice kuchenne, przy pomocy których wyciągamy chleb z piekarnika. Szczerze mówiąc nie zdobiły tego wieszaczka… Wczoraj próbowaliśmy znaleźć w sklepach jakieś ładne rękawice, ale żadne nie pasowały. A po powrocie do domu coś mnie olśniło… Na moją prośbę Maciej przygotował haft – motyw namalowany na wieszaczku. I dzisiaj rano skończyłam szyć dwie rękawice kuchenne:
Te już nie szpecą wieszaczka… mam nadzieję…
Ale to chyba były ostatnie rękawice uszyte w najbliższej dziesięciolatce. Wolę szyć pościel, nawet szerokie na 220 cm poszwy, z falbanami. A rękawic nie!!! Za to mam jeszcze w planach uszyć kwadratowe łapki do garnków, też z tym samym motywem z wieszaczka. Będą wisiały na haczykach na kuchennym relingu.
A tak poza tym, co słychać w chacie za wsią? Zaczęliśmy sami robić masło. Na początku bez „specjalistycznego” sprzętu, w słoiku, ale któregoś dnia Maciej zaczął przemyśliwać na temat zakupu kierzanki. Wydawało nam się, że nie ma sensu kupować dużej kierzanki, że dobra byłaby taka mała, np. na 1,5 l śmietany. Podczas poszukiwań Maciej natrafił na piękny szklany słój z mechanizmem do ubijania masła… Jakiś czas temu zachwyciłam się takim urządzeniem, ale nie przyszło mi do głowy, że moglibyśmy takie mieć. A Maciejowi przyszło. Kupił – słój mieści prawie 5 l śmietany… maleństwo… Kupiliśmy 2,5 l prawdziwej wiejskiej śmietany, przez ok. 2 godziny na zmianę (ale oczywiście głównie Maciej) kręciliśmy korbką…
I co wyszło?
Tak właśnie!!! 1 kg pysznego masła!!!
No ale teraz czas brać się znowu do pracy, zamówienia czekają. A na upiększanie chaty znowu przyjdzie czas:)





2 Responses to „Jest taki dom…” cd., cd., cd., cd. – czyli ciąg dalszy o zbieractwie