Znowu dawno nie pisałam na blogu. Czas jak zwykle – pędzi jak szalony, nie chce zwolnić ani na moment. A zajęć w listopadzie i grudniu miałam moc.
Wrócę jednak do tego, co uszyłam w październiku – zamówień miałam niewiele, więc wykorzystałam czas na uszycie nowych rzeczy. Powstały nowe komplety pościeli i nowe zazdrostki.
Pierwszy nowy komplet pościeli uszyłam z białym haftem krzyżykowym. Ten haft wykorzystałam już jakiś czas temu do zazdrostki – wspomniałam o niej tu. A tak wygląda pościel z tym haftem:
Drugi komplet jest ozdobiony haftem angielskim. Uwielbiam haft angielski, chociaż jest szalenie pracochłonny. Nie pamiętam już ile setek dziurek musiałam wyciąć, aby powstał ten komplet… A efekt dziurawienia poniżej:)
Tak jak pisałam, w październiku powstały też dwa nowe wzory zazdrostek.
To moja ulubiona – z pięknym haftem wzorowanym na hafcie ludowym ze Śląska Cieszyńskiego, uszyta z białego bawełnianego płótna, ozdobiona szeroką bawełnianą koronką:
Druga zazdrostka też jest uszyta z białego bawełnianego płótna, ale jest w zupełnie innym stylu:
Na początku października wspomniałam, że będę szyła zazdrostki z lnianej mgły. Te, o których pisałam, jeszcze nie powstały, ale od dłuższego czasu chodził za mną pomysł uszycia lnianych zazdrostek z haftem lawendy. Z braku czasu pomysł nie mógł się doczekać realizacji. Czego jednak nie robi się dla klientki – ponieważ zapytała o zazdrostki do jadalni w stylu prowansalskim, nie mogłam już zasłaniać się brakiem czasu. I tak powstał ten wzór – zazdrostka uszyta jest z lnu w kolorze mlecznobiałym, listwa i obszycie dołu z cienkiej, gęsto tkanej tkaniny, natomiast środek z lnianej mgły:
Mam jeszcze inne pomysły na lniane zazdrostki, nie tylko mlecznobiałe, ale też białe. Len czeka i prosi o to, by coś z niego znowu uszyć:) Może teraz jeszcze, przed końcem roku coś z niego powstanie?
No i chcę się jeszcze pochwalić dwoma uszytkami dla Ewy i Artura, którzy kupili starą chatę z bala. Kiedy się o tym dowiedziałam, bardzo chciałam im coś dać do ozdoby domu. Uwielbiam chaty z bala i uwielbiam ludzi, którzy takie chaty ratują. Jak zwykle u mnie bywa – od pomysłu do jego realizacji droga długa jest i kręta, ale udało się. Kiedy jakiś czas temu Ewa z Arturem byli u nas w Kępie, Ewa zachwyciła się koronką z domkami, z którą szyję zazdrostki „Z Chaty za Wsią”. Ale ta prosta forma zazdrostki nie bardzo pasowała do wymiarów zazdrostek dla nich – miały być dłuższe niż szersze. Więc powstał taki pomysł, który Ewie się spodobał:
Uszyłam więc 5 takich zazdrostek dla nich.
Kolejnym wyzwaniem była firanka do łazienki. Od chwili, kiedy powstał pomysł, że taką firankę też będę dla nich szyła, wiedziałam, że musi być z moim ulubionych haftem opoczyńskim. I taka właśnie firanka powstała:
Prezent do Ewy i Artura zdążył dotrzeć przed Świętami:)
A teraz przez parę najbliższych dni zamierzam odpoczywać. Święta już właściwie za nami. Były spokojne i rodzinne:) Ale mamy jeszcze kilka dni do końca roku, które też będą spokojne i mam nadzieję, że niezbyt pracowite. Za to zamierzam poświęcić czas na uczenie naszego nowego psa zasad dobrego psiego wychowania. Czaruś jest już prawie miesiąc z nami, przyszedł do nas 1 grudnia. Ale w domu jest dopiero od tygodnia i dwóch dni. To bardzo mądra i kochana psina. Na szczęście Arisa zaakceptowała go, a on przyjął do wiadomości, że nie przewodzi w tym stadzie:) Dzięki Czarkowi znowu wrócę do długich porannych spacerów z psim towarzyszem. Szkoda, że tylko z nim, ale niestety – moja ukochana czternastoletnia Arisa ma siłę tylko na krótki spacer koło domu. A oto Czaruś:
Nic dodać, nic ująć – ten wzrok mówi wszystko, nie mogłam go oddać nikomu, skoro on mnie wybrał…

