Uwielbiam spacerować po ukwieconych łąkach. Niestety na „duże pola”, jak je nazywamy, nie chodzę ostatnio. Bardzo tego żałuję, bo na tamtych łąkach jest cała masa moich ulubionych rumianków. Ale cóż, w tym roku nie było ich w wazonie na oknie… A dlaczego? Wczesną wiosną wybraliśmy się z Maciejem na spacer na duże pola. Oczywiście psa poszła z nami. Jak zwykle biegała sobie gdzie chciała i jak zwykle, kiedy podbiegła do rzeki, zniknęła. Wskoczyła do Pilicy. Tylko tym razem miała pecha… nie miała jak wyjść na brzeg… Woda tej zimy mocno podmyła brzegi Pilicy, i tam właśnie, przy dużych polach brzeg zrobił się bardzo urwisty i wysoki. Trzeba było psa wyciągnąć. Nie było łatwo – 40 kg żywej wagi zestresowanego psa, ja na dole w grzęzawisku podsadzająca zwierzę, Maciej na górze robiący za wyciągarkę… Ale udało się. No i dlatego od tej pory unikamy dużych pól.
Na szczęście niedaleko nas są też inne łąki. I piękne kwiaty i trawy na nich rosną. Zawsze wiosną i latem nie odmawiam sobie obłupienia łąk. Ostatniego dnia maja, w piękną słoneczną pogodę wybrałam się na trawobranie. Ja szukałam co piękniejszych traw, Maciej bawił się aparatem fotograficznym:
Minął maj, zaczął się czerwiec… niby do lata coraz bliżej, ale pogoda ku temu niechętna. Co weekend jest zimniej… Ale ja roślinom nie odpuszczam!!!
Tak było w sobotę:
A tak w niedzielę:
A efekt? Zobaczcie, jak się pięknie prezentują na moim ulubionym dębowym stole, który po kilku latach wrócił do mnie i na początku maja przyjechał do Kępy:
I znowu w kuchni zrobiło się jeszcze przytulniej:)






3 Responses to Kwiaty