Bardzo bym chciała, żeby droga od pomysłu do gotowego uszytku była znacznie krótsza. Ale chyba nigdy się tego nie doczekam. Prawie rok temu byliśmy w Zyndranowej – w Muzeum Kultury Łemkowskiej. Pokazałam już tu piękny haft z chusty, który udało się przygotować na maszynę. Teraz szyję pościel z tym haftem. Mam nadzieję, że już niedługo pokażę efekt.
A dzisiaj pokażę kolejny haft łemkowski, tym razem z kamizelki, wypatrzony również w Zyndranowej. Oryginalny haft jest czterokolorowy, wykonany na zielonym suknie:
Haft wykonany w Kramie z tradycjami wygląda tak:
Użyłam do niego trzech kolorów nici – brązowej, pomarańczowej i jasnokremowej. Przepięknie wygląda na czekoladowym brązie. Czy nie wygląda jakby był wyhaftowany muliną?
Równie ładnie prezentuje się, po lekkiej modyfikacji odcieni brązu, na szarobrązowym lnie. Z takiego właśnie lnu uszyłam fartuch, poza haftami ozdobiony też lnianą mlecznobiałą koronką:
Iwonka jest bardzo zadowolona, że mogła pokazać na sobie coś nowego:)
W ostatnim czasie powstały też rzeczy z pięknym haftem z okręgu szamotulskiego – haftem oryginalnie wykonywanym na tiulu. Ja pozwoliłam sobie zrobić z nim serwetkę lnianą i lnianą firankę. I jeszcze zazdrostka z lnianej mgły z pięknym haftem opoczyńskim.
Serwetka wykonana jest z naturalnego lnu.
Firankę uszyłam z białej lnianej mgły:
Zazdrostkę uszyłam z mlecznobiałego lnu – gęstej tkaniny i lnianej mgły. Haft opoczyński, zwany przeze mnie pierwszym, tym razem czerwony, nie niebieski:
I jeszcze inne rzeczy, które powstały w ostatnim czasie:
- lniana zazdrostka z haftem dmuchawców:
- pościel „Wiosenna” ozdobiona koronką i bizami (takie niby szczypanki, wykonane podwójną igłą):
- zazdrostki „Kwiaty i szczypanki” ze śliczną koronką – jeszcze z Korontexu…
- zasłonka pod kuchenny blat uszyta z szarobrązowego lnu i ozdobiona piękną lnianą koronką w kolorze naturalnym.:
Jak dostanę zdjęcia tych zasłonek z Chaty nad Wisłokiem, niewątpliwie się pochwalę:) Bardzo jestem ciekawa, jak tam wyglądają.
A co nowego w Kępie Niemojewskiej? Niesamowite wręcz chmary komarów. Atakują jak wściekłe. Wyglądamy jak muchomorki… A a’propos muchomorków, to w maju znalazłam takie (niemuchomorki):
Niestety tylko pięć. A później nie dało już rady chodzić po lesie. Spacery z psami, przez komary, też nie należą do największej przyjemności. Czekam na chwilę, gdy komary odlecą… w siną dal…









